piątek, 21 marca 2014

Zaręczyny

Chwalę się! W Walentynki były zaręczyny, teraz zabieramy się za planowanie ślubu i wesela. Zaczynamy od sali, szukamy w okolicach Warszawy. Ceny od 150 do 250 złotych od talerzyka. Terminy na przyszły rok w naszej wymarzonej sali zajęte. W dziesięciu pozostałych w okolicy na szczęście wolne. Od przyszłego tygodnia zaczynamy więc zwiedzanie. Na co zwracamy uwagę?
- wielkość sali - planujemy około 120 osób, więc szukamy sali średniej wielkości. Nie za małej, żeby goście się nie poobijali wzajemnie, ale też nie za dużej, aby nie 'zaginęli' w kątach,
- cena - projekt ślub nie jest projektem niskokosztowym, a sala w tym budżecie zajmuje pierwsze miejsce, więc owszem, ma znaczenie,
- dekoracja - jeśli jest w cenie, to domagamy się pokazania zdjęć i negocjujemy kolor. Ma być po naszemu! :)
- ilość i jakość...posiłków - domagamy się degustacji, ładne zdjęcia potraw to nie wszystko,
- kontakt z właścicielami - jeżeli od samego początku coś nie gra, nie brniemy w to dalej,
- dostępność pokoju dla nowożeńców - miejsca, w którym będzie można swobodnie się przebrać, ale też nakarmić najmłodszego weselnego gościa albo położyć maluchy spać;
- wygląd łazienek;
- odległość od kościoła.
To podstawowe kryteria wyboru. O wynikach będę informować :)

środa, 26 lutego 2014

Kuracja dla włosów BINGO

Idzie wiosna, zima odchodzi w zapomnienie, a wraz z nią moja bujna czupryna. Po zimie mam problem z nadmiarem wypadających włosów. Łykam skrzyp, ale nie zawsze okazuje się wystarczający, dlatego wspieram się kosmetykami. Jeszcze jesienią wpadła w moje rączki Kuracja dla włosów słabych i wypadających oraz po wypadaniu. Zachęcona ceną i gabarytami, z dumą umieściłam maskę na półce w łazience.
Przez pięć dni stosuje się maskę codziennie, następnie profilaktycznie 1-2 razy w tygodniu.
Moje pierwsze wrażenie - zapach, bardzo delikatny, na plus.
Drugi kontakt - dotyk - i za to mały minus. Jak dla mnie, konsystencja maski jest zbyt gęsta.
Przy nakładaniu jednak nie odczuwa się tej gęstości, łatwo się rozprowadza i łatwo się spłukuje. 
Wrażenia po  pierwszym tygodniu - chciałam oddać pudełko koleżance, włosy wydawały mi się tłuste, ciężkie.
Na szczęście, nie pozbyłam się kuracji. Zaczęłam nakładać mniejsze porcje na włosy i skróciłam nieco czas wchłaniania. Poskutkowało, moje włosy po nałożeniu nie są już ciężkie, a po zmyciu nie są tłuste.
Wrażenia po kilku tygodniach stosowania - efektywność na duży plus. Zauważyłam, że dużo mniej włosów mi wypada, stały się gęstsze i mocniejsze.







plusiki za:
- duże, baaardzo wydajne opakowanie
- delikatny, przyjemny zapach
- efekt
- cena


Mały minus:
- konsystencja

niedziela, 16 lutego 2014

Niespodziewani goście i pusta lodówka

Znacie ten rodzaj paniki i radości, gdy dzwonią znajomi, że wpadną w odwiedziny za pół godziny, a Wy w lodówce macie tylko światło i kilka jajek? Ja ostatnio poznałam i już teraz będę zawszę na taką okoliczność przygotowana. Wyskoczyłam w dresie do sklepu po jakieś gotowe ciastka, ale mój osiedlak proponował tylko zeschnięty bajaderki. Kątem oka dostrzegłam Babeczki nadziane czekoladą Delecty, do samodzielnego przygotowania.
Chwila zastanowienia, czy nie podam moim gościom sztuczności w proszku, ale po przeczytaniu składu. upewniona, że nic im nie grozi, chwyciłam mleko i wróciłam do domu. Przygotowanie zajęło mi około 10 minut, więc pozostały czas mogłam poświęcić na ekspresowe zrobienie się na bóstwo ;)


Tak wyglądały babeczki przed upieczeniem:


A tak smakowicie po wyjęciu z piekarnika:


Goście dopytywali o przepis, więc chyba im smakowało, mimo, że nie były tak idealnie kształtne, jak na opakowaniu :)

sobota, 1 lutego 2014

Uśpione marzenia nie mogą doczekać się spełnienia


Anna i Ewa są jak dwie strony tej samej monety. Jednak nigdy się nie rozumiały. Jakże odmienne są marzenia wicedyrektor banku od pragnień jej niesamodzielnej finansowo, pozbawionej stałego zatrudnienia siostry.... opis brzmiał dla mnie zachęcająco, ale nie przypuszczałam, że książka podziała na mnie tak 'wciągająco'.
Ewa, nieporadna młodsza siostra Anki, którą poznajemy jako narratorkę historii, znalazła się w trudnym momencie - niepewne zlecenia, z banku o długach zawiadomienia i zagraniczny wyjazd niedoszłego narzeczonego. Do tego wszystkiego Ewa skrywa pewien mroczny sekret, o którym nawet ukochany nie ma pojęcia. Anna, spełniona (a przynajmniej tak wydaje się Ewce) starsza siostra, wicedyrektor banku z obietnicą awansu, luksusowym samochodem, dwójką uroczych dzieci i przystojnym mężem, mieszkająca w wielkim domu, wypełnionym wykwalifikowanymi nianiami, guwernantkami i sprzątaczkami. Pewnego dnia, w najmniej oczekiwanym momencie, pojawią się jednak w tym domu nieproszeni goście. 
Ale po kolei. Spotkanie sióstr, na które nalegała Ewa, początkowo przebiega sztywno. Dziewczyny nie interesują się sobą, nie rozumieją wzajemnie, rzadko się widują, więc rozmowa się nie klei. Anka opowiada o swoich sukcesach w pracy i osiągnięciach osobistych, jest skupiona wyłącznie na sobie. Planuje wyprawę na wspinaczkę w wysokie góry, zapominając, że ma dwójkę dzieci. Młodsza siostra ośmiela się wygarnąć jej niewystarczające zainteresowanie maluchami. Ale czy ona, bezdzietna panna z niepewnym narzeczonym, która nie ma większych sukcesów na koncie, ma do tego prawo? Dochodzą do głosu wzajemne żale skrywane od dzieciństwa. Siostry rozstają się w nieprzyjaznej atmosferze i pewnie nieprędko by się ponownie zobaczyły, gdyby nie szokująca wiadomość, jaka spadła na nie następnego dnia - śmierć matki, która w 1989 roku wyjechała robić karierę za granicą, pozostawiając je pod opieką ojca i jego partnerki.

Po przeczytaniu pierwszych stron przyszła chwila refleksji. Do kogo mi bliżej? Do przesiąkniętej zazdrością nieudacznicy czy owładniętej żądzą sukcesów pracoholiczki? Czy przypadkiem nie przesiąknęłam za bardzo światem szkoleń z umiejętności miękkich, rozwoju osobistego, awansów i lansów? 
Historia Anki i Ewy daje do myślenia, czego tak naprawdę chcemy od życia, czy nie zatracamy się w nim, wkręceni w trybiki. Czy nie wchodzimy w rolę, jakiej oczekuje od nas otoczenie, mimo że sami się w tej roli nie widzimy? Zachowujemy się zgodnie z oczekiwaniami innych, a nie swoimi emocjami, uczuciami i potrzebami. Spełniamy ambicje otoczenia, usypiając własne marzenia.

Uśpione marzenia to ciekawa propozycja zarówno dla młodej i ambitnej kobietki, uważanej w swojej korpo (-racji) za high potential i dla młodej mamy, która nie chce rezygnować z samorealizacji. Dla setek dziewczyn, które nie widzą swojej kariery w biznesie, chcą robić to, co lubią, choć po raz kolejny 'w życiu im nie wyszło'. Ale też dla facetów, jeśli chcą lepiej zrozumieć pokręconą babską psychikę i często jej towarzyszące uczucie zazdrości o drugą kobietę. 

Muszę Wam się jeszcze do czegoś przyznać...Nie cierpię w książkach dygresji. Nie cierpię, bo po jaką cholerę autor mi opowiada o rydzach w lesie, podczas gdy rozkręcająca się akcja między głównymi bohaterami ma się do alkowy przenosić? U Natalii Bieniek dygresji nie brakuje, ale - o dziwo - nawet mi nie przeszkadzają. Może dlatego, że akurat w sypialni wiele się nie dzieje, za to sporo poza nią. Zaryzykuję nawet i przyznam się, że doceniłam uroki dygresji po przeczytaniu Uśpionych marzeń. 

Zastanówmy się, gdzie nasze marzenia? Czy nie potrzebują wybudzenia z uśpienia?

wtorek, 28 stycznia 2014

Teraz czytam

Premiera książki: 04.02.2014 r.



Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Replika.

Buty do biegania

Saszka postanowiła biegać! Ale jak wytrwać w noworocznych postanowieniach? Wspomóc swoją motywację pięknymi rzeczami i nagrodzić się za pierwsze sukcesy :)
Moim postanowieniem było bieganie trzy razy w tygodniu. Do tej pory udawało mi się to tylko w weekendy. Dlatego postanowiłam się dodatkowo zmotywować takimi cudeńkami:



Długo nie mogłam się zdecydować, ale wybór padł na miętowe <3
Już zamówione, teraz pozostaje wyczekiwać kuriera.

sobota, 11 stycznia 2014

DIY z wybielaczem :)

Kombinowałyście kiedyś z wybielaczem? Mnie zainspirowała taka oto fota:
fajne..:)



Przeszukałam więc szafę, wyciągnęłam zwykłą czarną bluzkę, która od pewnego czasu służyła mi już tylko jako tzw. odzież robocza do sprzątania i postanowiłam nadać jej nowe życie :)
Efekt jest następujący:


Idealnie nie wyszło, krople z pędzla kapnęły nie tam gdzie potrzeba, ale jak na pierwszy raz tragedii nie ma ;)
Następnym razem, bogatsza o doświadczenie, bardziej się postaram.